Jeśli zastanawiasz się, jak rozwijać biznes online, być może popełniasz ten sam błąd, który ja popełniałam przez kilka lat. Próbowałam sprawić, żeby Instagram robił coś, do czego nigdy nie był mi potrzebny.
Wracałam do Instagrama, publikowałam, nagrywałam, projektowałam. Czekałam na ten moment, w którym platforma zacznie regularnie przynosić klientki i stanie się filarem mojego biznesu.
Tak się nie stało.
I dopiero po kilku latach zrozumiałam, że to nie był błąd Instagrama. To były moje oczekiwania.
Ta jedna myśl zmieniła sposób, w jaki patrzę na rozwój biznesu online.
Przez lata szukałam problemu w niewłaściwym miejscu
Nie mogę powiedzieć, że nic nie robiłam.
Wracałam regularnie do tworzenia treści, kupowałam kolejne kursy, analizowałam profile osób, którym szło lepiej ode mnie.
Za każdym razem wydawało mi się, że brakuje mi jeszcze jednego elementu. Jeszcze jednej strategii. Lepszej wiedzy o algorytmie.
Z perspektywy czasu widzę, że próbowałam poprawiać wykonanie, chociaż problem leżał znacznie wcześniej.
Nigdy nie zadałam sobie pytania, które dzisiaj wydaje mi się oczywiste.
Jaką rolę właściwie ma pełnić Instagram w moim biznesie?
Bardzo lubię tworzyć. I to nigdy nie było problemem
To jest chyba najważniejsza rzecz, którą chcę tutaj powiedzieć.
Naprawdę lubię pisać, projektować i nagrywać krótkie filmy.
Mam swój internetowy coworking, gdzie spotykam się z innymi przedsiębiorczyniami na Google Meet. Każda włącza kamerkę i po prostu pracujemy. Jedna pisze newsletter, druga przygotowuje ofertę, ktoś nagrywa podcast. Ja najczęściej tworzę treści.
Uwielbiam ten czas.
Nigdy nie był dla mnie przykrym obowiązkiem. Wręcz przeciwnie. To jedna z tych części prowadzenia biznesu online, które naprawdę dają mi satysfakcję.
Problem pojawił się dopiero wtedy, gdy zaczęłam oczekiwać, że coś, co sprawia mi przyjemność, będzie jednocześnie odpowiedzialne za wyniki sprzedaży.

Kiedy narzędzie staje się odpowiedzialne za cały biznes
Widzę, że wiele przedsiębiorczyń wpada w podobną pułapkę.
Szukamy jednego narzędzia, które rozwiąże wszystkie problemy.
Instagram ma zdobywać klientów.
Newsletter ma sprzedawać.
Strona ma przekonywać niezdecydowanych.
Reklama ma zrobić całą resztę.
A kiedy coś nie działa tak, jak oczekiwałyśmy, automatycznie zakładamy, że trzeba robić tego więcej. Publikować częściej, zmienić kolory grafik, napisać mocniejszy nagłówek, kupić kolejny kurs.
Sama przez to przeszłam.
Tylko że problem bardzo często nie leży w wykonaniu.
Oczekujemy od narzędzia efektów, których ono nigdy nie miało zapewnić.
Hobby nie musi być inwestycją
Kiedy próbowałam nazwać to, co czułam, przyszło mi do głowy pewne porównanie.
Wyobraź sobie, że uwielbiasz biegać.
Zakładasz buty, wychodzisz z domu i wracasz z poczuciem, że zrobiłaś coś dobrego dla siebie.
Ale zaraz po treningu logujesz się do banku i zastanawiasz się, dlaczego bieganie nie zwiększyło Twoich przychodów.
Brzmi absurdalnie?
Oczywiście.
A jednak przez kilka lat robiłam coś bardzo podobnego.
Lubiłam tworzyć treści i publikować.
Lubiłam kontakt z ludźmi.
Jednocześnie codziennie sprawdzałam, czy Instagram już „zarobił” na siebie.
To były dwie zupełnie różne rzeczy, tylko że bardzo długo tego nie widziałam.

Jedna klientka zmieniła moje myślenie
Kilka miesięcy temu opublikowałam post o tym, że wiele ekspertek próbuje samodzielnie tworzyć strony internetowe, newslettery czy automatyzacje.
Napisałam wtedy, że zapłacenie komuś za rozwiązanie problemu często nie jest kosztem.
Jest skróceniem drogi.
Ten post przeczytała Kasia.
A właściwie przypomniała sobie wtedy o mnie.
Kilka dni później napisała wiadomość.
Nie dlatego, że post stał się viralem ani że miał tysiące polubień.
Po prostu pojawił się we właściwym momencie.
I właśnie wtedy zrozumiałam coś, czego wcześniej nie umiałam nazwać.
Instagram wcale nie musi codziennie zdobywać nowych klientów.
Czasami jego rolą jest jedynie przypomnieć właściwej osobie, że istniejesz.
To też jest ogromna wartość.
Po prostu wcześniej patrzyłam na nią przez niewłaściwy pryzmat.
Jak rozwijać biznes online? Zacznij od określenia roli każdego narzędzia
Od tamtej pory dużo częściej zadaję sobie inne pytanie.
Nie pytam już:
„Dlaczego Instagram nie sprzedaje?”
Pytam:
„Jaką pracę ma wykonać Instagram?”
To niewielka zmiana, ale zmienia wszystko.
Kiedy każde narzędzie ma swoje zadanie, przestajesz oczekiwać cudów.
Instagram buduje relacje.
Newsletter pogłębia zaufanie.
Blog odpowiada na pytania, z którymi klienci trafiają do Google.
Strona internetowa porządkuje ofertę.
Automatyzacje pomagają odzyskać czas.
Każdy element ma swoje miejsce.
Dopiero razem tworzą system.
To właśnie dlatego coraz częściej mówię, że nie pomagam budować biznesu opartego na Instagramie.
Pomagam budować biznes oparty na wiedzy.
Taki, w którym narzędzia wspierają całość, a nie ją zastępują.
Co zmieniło się u mnie?
Wbrew pozorom niewiele w działaniu.
Nadal publikuję.
Nagrywam rolki.
Tworzę posty.
Nadal lubię Instagram.
Zmieniło się to, jak mierzę jego skuteczność.
Nie oceniam już sukcesu liczbą nowych obserwujących ani nie sprawdzam nerwowo, ile osób polubiło ostatni post.
Znacznie więcej energii poświęcam miejscom, które naprawdę należą do mnie: blogowi, newsletterowi i stronie. Treściom, które będą pracowały również za rok.
Bo właśnie tam buduję fundament swojego biznesu.
Instagram stał się jednym z elementów tego systemu, a nie całym systemem.
Ta zmiana przyniosła mi znacznie więcej spokoju niż jakikolwiek kurs o algorytmach.

To nie jest artykuł o Instagramie
Tak naprawdę ten tekst nigdy nie był o Instagramie.
Jest o decyzjach.
O tym, że bardzo często próbujemy naprawić narzędzie, zamiast zastanowić się, czy oczekujemy od niego właściwych rezultatów.
Kupujemy kolejne kursy.
Zmieniamy aplikacje.
Przepisujemy stronę.
A może problem leży znacznie głębiej?
Może warto na chwilę się zatrzymać i zadać sobie jedno, bardzo niewygodne pytanie.
Czy wiem, jaką rolę ma pełnić każde narzędzie w moim biznesie?
Bo jestem przekonana, że rozwój biznesu online nie zaczyna się od kolejnej aplikacji ani od lepszej rolki.
Zaczyna się od decyzji.
Od świadomego spojrzenia na to, co już masz, i od zbudowania systemu, który nie wymaga od Ciebie codziennego biegania za zasięgami, żeby mógł się rozwijać.
A jak jest u Ciebie?
Lubię momenty, w których ktoś pisze do mnie:
„Po przeczytaniu tego tekstu uświadomiłam sobie, że…”
Jeśli podczas lektury przyszła Ci do głowy jakaś własna biznesowa refleksja, napisz do mnie maila.
Przeczytam każdą wiadomość z dużą ciekawością, bo to właśnie takie rozmowy dają mi do myślenia najbardziej.